RSS
wtorek, 30 sierpnia 2005
Piesek - gorący w dodatku.
trzydziestego sierpnia 2005




Chicagowski hot dog zbudowany jest z:

bułki z makiem lekko podgrzanej na parze
leżącej w bułce wołowej parówki, ciemnej i soczystej - prosto z wody lub z pary, broń boże zgrilla
na parówce zaś
siekana cebula
półplasterki pomidora
relish z ogórków koloru kryptonitu
żółta (zjadliwie) musztarda
dwie ostre papryczki
pół ćwiartki ciętego na długość kiszonego ogórka
całość posypana solą selerową
BEZ KETCHUPU!

Notka z okazji nominacji gorącego psa do listy Chicago's Wonders - z czego niewspółmiernie cieszy się:

Romek Samolot

| foto | rewju |
20:00, b_hunter
Link Komentarze (18) »
sobota, 27 sierpnia 2005
Się Żarrzy
dwudziestego siódmego sierpnia 2005 roku


Żarr gra. My musimy coś szybko wymyślić do jedzenia bo z niezapowiadaną wizytą wpadli goście. Uciekli od Żarra. Bo Żarr podobno gra.
Sezon grilowy w okresie schyłkowym. Wszędzie plątają się resztki drewna, brykietów, rozpałki. Plątają się nie zważając na grającego Żarra.
Lodówka świeci pustkami - nie tak pięknie jak lasery Żarra - ale w zaistniałej sytuacji jest to światło równie porażające.
Krótki bilans - Żarr, brzoskwinie, kozi ser i jakieś plastikowe butelki.
Męska decyzja - męska jak twarz Żarra z żurnala:
Grilowane brzoskwinie z kozim serem i syropem czekoladowym, może nawet czekoladowo-malinowym.



Rozpalamy grill (może być patelnia żłobiona w bruzdy lub w bruzdy żłobiona). Brzoskwinie obieramy ze skórki - najprościej zagotować wodę i wkładać każdą brzoskwinię do wrzątku na 15 sekund i od razu przekładać do zimnej wody z lodem. Skórka zejdzie sama prosząc pięknie o pozwolenie.
Kroimy owoce na pół wyrzucając pestki. Lekko smarujemy oliwą i kładziemy na gorącym grillu płaską stroną w dół. Węgle w grillu Żarrzą się na czerwono - a gdy pojawią się grillowe pręgi na brzoskwiniach, obracamy je (4-5 min). W miejsce po pestce kładziemy łyżeczkę sera koziego i grillujemy następne 5 minut.
Przekładamy na malutkie talerzyki i polewamy łyżką czekoladowego syropu. Możemy użyć syropu czekoladowo-malinowego jeśli takowy posiadamy akurat pod ręką.

Serwujemy, wspominając mimochodem, że specjalny przepis na brzoskwinie zaobserwowaliśmy w modnym francuskim żurnalu.
Widzimy eksplozję podziwu w oczach gości dorównującą eksplozjom fajerwerków Żarra.

tam ta da da dam
tam ta da da dam
tadadada tadadada
ułaułłaa ułaułłaa
ułaułłaa ułaułłaa
brrrrrrrrrrrrrrr

Z której to płyty piosenka? Smacznego.

Uaktualnienie: natknąłem się na przepis zmieniający miejscami smak sera i polewy. Zamiast koziego sera można użyć mieszanki sera mascarpone z miodem i mielonymi orzechami włoskimi. Z octu balsamicznego robimy redukcję (gotując ocet w rondelku aż zgęstnieje) i skrapiamy  brzoskwinię.

Romek Samolot razem z foto i rewju
06:39, b_hunter
Link Komentarze (12) »
środa, 24 sierpnia 2005
Limoncello (prawie)
dwudziestego czwartego sierpnia 2005 roku


Ostatnim razem od pizzy doszliśmy do whisky. Spróbujmy odwrotnie - zacznijmy od wódki może dojdziemy do... na przykład lasagne. Albo do kiszonych ogórków, albo do buffalo oysters.

Gdy pijemy wódkę wspominamy Staszka, jego rower składak i nasze popołudniowe wyprawy w nadrzeczne krzaki w celu degustacji. Gatunków wódki było wówczas parę, więc i degustacja do degustacji podobna. Czasy siermiężne, kandydaci do dzisiejszego fotela prezydenta młodzi, nie marzący nawet o stanowisku Przewodniczącego Rady Państwa, a wino zamykane kapslami - nikt nie wtykał w nie korków by utrudnić życie.

Dzisiaj to co innego - wódka importowana ze wszystkich stron świata, ze wszystkich stron kraju, czysta, kolorowa, z trawą (importowaną), z sokiem, z ziemniaków, żyta i chmielu. Zaraz, nie - z chmielu to piwo.

By przegonić obraz Staszka i przeszłości (zła to była przeszłość bo jak piszą w gazetach - nawet napicie się w komuniźmie było złe) - zdecydowaliśmy światowo zaczerpnąć inspirację z włoskiego Limoncello.



Przepis jest prosty:

Wyciskamy sok z 10 cytryn za pomocą wyciskarki do cytrusów. Dodajemy do soku szklankę drobnego cukru ( trzcinowy/drobny/biały jest najlepszy) i mieszamy by kompletnie się rozpuścił.
Cedzimy sok przez drobne sitko do karafki lub słoika ze zwężającą sie szyjką i dodajemy pół litra wódki. Wstawiamy do lodówki.
Serwujemy zmrożoną w małych kieliszkach z drobno tłuczonym lodem, lub w małych szklankach wypełnionych lodem z dodatkiem zimnej wody gazowanej.

Kto teraz zacznie o jedzeniu?

Romek Samolot

Kliknij tutaj i tutaj

PS. Może powinienem zrewidować dodatki do wódki, choć nie wiem co na to płeć przeciwna bo efekt końcowy inny. TUTAJ nowa wersja.


04:25, b_hunter
Link Komentarze (23) »
piątek, 19 sierpnia 2005
Pukam do niebiańskich bram
dziewiętnastego sierpnia 2005 roku


U niebiańskich bram zadają tylko jedno pytanie:
- Co kładłeś na pizzę?
Duszyczki wydają się zaskoczone, zdezorientowane, oczekują pytań o dobre uczynki, wstydliwe sekrety. Dałeś dziadziusiowi złotówkę - wchodzisz. Zbiłeś dziewczynkę w piaskownicy - won. A tu pada tylko jedno pytanie:
- Co kładłeś na pizzę?
- No normalnie, kurczaka - mowią i widząc dezaprobatę szybko dodają:
- I tuńczyka z puszki i smażone pieczarki i śledzia ale bez uszu.
Karcący wzrok zdaje się płonąć, nie myśląc kontynuują więc wyliczankę:
- ...i tasiemkę starą bo myślałam, że to makaron i dwa złote ale oddam potem...

Co można wyznać bez wstydu? Prosciutto (szynka) cebula i ser!



Ciasto każdy robi po swojemu i takie jak lubi. Kto nie robi - kupuje. My również kupujemy bo z natury jesteśmy leniwi; kupujemy raz surowe, raz gotowe.

W lecie górę pizzy robimy tak: kroimy cebulę w kręgi i smażymy na małej ilości oliwy z oliwek wraz z przepuszczonym przez praskę czosnkiem. Po paru minutach dodajemy świeżą, soczystą i słodką czerwoną paprykę. Może być pokrojona w paski (mężczyźni) lub w kostkę (kobiety). Smażymy kolejne parę minut. Przykrywamy i dusimy uważając by nie rozgotować na papkę.
Zdejmujemy z ognia i pozwalamy przestygnąć.
Rozkładamy równo na cieście. Na wierzch kładziemy włoskie prosciutto (najlepsze w tym wypadku), polską szynkę wędzonę lub niemiecką wędzonkę ze Schwarzwaldu (niezależnie od pochodzenia pokrojoną w paski).
Układamy plastry mozarelli i oberwany z łodyg, grubo pokrojony rozmaryn.
Pieczemy, aż ser bąbluje wesoło, a my już chcemy jeść - nie czekać.

Po przekroczeniu niebiańskiej bramy, przydzielają łóżka. O co pytają?
- Z czym piłeś whisky?

Romek Samolot (foto i rewju)
00:46, b_hunter
Link Komentarze (28) »
wtorek, 16 sierpnia 2005
Deser na koniec lata
szesnasty sierpnia 2005 roku


Przeczytaliśmy w lokalnej gazecie codziennej genialnie prosty przepis na zakończenie letniej kolacji w ogrodzie. Słodycz i pokusa.
W sobotę urządziliśmy kolację w sadzie, a jej konkluzję jak i dania główne wypróbowaliśmy na znajomych i przyjaciołach.

Białą miskę wypełniliśmy świeżymi truskawkami, a na brzegu i pośród owoców położyliśmy nieregularne kawałki połamanej tabliczki gorzkiej czekolady Lindt i półsłodkiej Ghirardelli. Podaliśmy wraz z kawą, espresso, zimną wodą mineralną i gazowanym półsłodkim winem deserowym.



Deser w swojej prostocie odbił się echem śmiechu w ciemnych rogach sadu, szeptami: "truskaweczko", "czekoladko" wśród kołyszących się na wieczornym wietrze chińskich lampionów.

Czego i Wam na zakończenie lata życzy

Romek Samolot        (foto jest tutaj, a rewju tutaj)
22:36, b_hunter
Link Komentarze (4) »
sobota, 13 sierpnia 2005
Wątpić rzecz ludzka.
sobota-niedziela połowa sierpnia 2005 roku



Siedzę i mieszam. Mieszam i myślę. Myślę aż głowa boli. Myślę co ugotować, żeby nie gotować. Znowu mieszam. Gotuję makaron. Makaron nazywa się Fiorentine. Mieszam więc makaron Fiorentine.
Nic mi się nie chce. Bardzo mi się nic nie chce. Za oknem pada. Ja mieszam.
Zdecydowałem, że pesto nie trzeba gotować, wystarczy pomieszać z makaronem. Mieszam, więc makaron. Myślę aż głowa boli. Myślę, które pesto wybrać.

Czy:

(wzięte liczebniczo) ząbki czosnku, czy (wzięte liczebniczo) łyżki orzeszków pinii czy (wzięte pytajnie) lepsze są orzechy włoskie, czy (wzięte liczebniczo) szklanki liści bazylii, trochę grubej soli, pół szklanki Parmezanu czy (wzięte pytajnie) też lepiej Romano i dziewicę Oliwę.

Czy:

(wzięte pytajnie) szklankę porwanego szpinaku, 2 ząbki czosnku, szklankę świeżego oregano, pół szklanki natki pietruszki, 2 łyzki orzeszków pistacjowych, pół szklanki Parmezanu czy (wzięte pytajnie) lepiej Romano, 4 łyżeczki soku z cytryny, trochę soli i dziewicę Oliwę. Czy(wzięte pytajnie) zamienić oregano na szałwię?

Czy:

(wzięte pytajniczo) 20 dag suszonych na słońcu pomidorów (suchych), które zalewa się wrzątkiem na godzinę, cedzi zachowując pół szklanki wody, dwie łyżki orzeszków pinii, 2 ząbki czosnku, szklankę świeżych liści bazylii, ćwierć szklanki natki pietruszki, pół szklanki Parmezanu czy (wzięte pytajnie) lepiej Romano. Dziewicę oliwę zastąpi woda z odcedzonych pomidorów zmieszana z białym wytrawnym winem (pół szklanki wymieszać, dodawać według konsystencji badanej organoleptycznie).

I czy (wzięte pytajnie) pesto robić ręcznie czy maszynowo?

Póki co mieszam.

Romek Samolot


(nie zapomnij o foto i rewju)

21:34, b_hunter
Link Komentarze (14) »
środa, 10 sierpnia 2005
Na lwy by? Na ryby!
dziesiątego sierpnia (za granicą mówią Augusta) 2005 roku


Od paru dni chodzi za nami halibut. Fakt ów jak i ryba bywa deprywujący, czasami krępujący, a ogólnie - niecodzienny.
Pojechaliśmy ze Staszkiem na ryby nad pobliską rzekę, złapać halibuta na obiad. Staszek - z powodu posiadania wędki i roweru typu składak - jest idealnym kompanem na ryby.
Zdawaliśmy sobie sprawę, że można zdobyć halibuta drogą kupna ale: nie byłby świeży, byłby z ogromnych lodowni, długo wieziony statkiem, a więc nafaszerowany aviomarinem itp. itd.
Złapaliśmy rybę w rzece, sprytnie zasadzając się powyżej zakładów chemicznych. Problem z halibutem okazał się taki, że bestia ważyła prawie 50 kilogramów, składak Staszka zaś nie ma ramy. Mówimy halibutowi:
- Musisz iść za nami.
Krzywił się, parskał ale polazł. I chodzi do dzisiaj.
Tymczasem przestali nas wpuszczać do tramwaju grożąc zakazem używania całej miejskiej komunikacji, w pracy mówią o rybim smrodzie, dzieci wytykają nas palcami. Powiedzieliśmy "Basta!" i upichciliśmy drania na obiad.



W głębokim talerzu ubiliśmy dwa żółtka z solą i pieprzem. Na płytkim talerzu zmieszaliśmy szklankę suchych płatków ziemniacznych* z odrobiną posiekanych listków tymianku.
Filet wykrojony z halibuta zanurzyliśmy jedną stroną w żółtkach następnie w płatkach ziemniacznych, uważając by jajko nie dostało się na boki ryby. Można poklepać halibuta po przyjacielsku by płatki lepiej przywarły. Ja się nie odważyłem. Powtarzamy czynność tyle razy ile mamy kawałków ryby.
Odkładamy częścią panierowaną do dołu.
Potem co robimy?
Rozgrzewamy olej na dużej patelni układając halibuta... ...cześcią panierowana do dołu (baardzo dobrze). Smażymy na średnio-dużym ogniu 3-5 minut. Skórka powinna przybrać kolor złota (jasnobrązowy?). Jeśli nie przybrała podkręcamy ogień i ją zmuszamy.
Solimy,pieprzymy i odwracamy kawałki ryby. Smażymy dodatkową minutę. Zdejmujemy patelnię z ognia, czekamy kolejną minutę by wyjąć rybę. Dodajemy sok z połówki cytryny i mieszamy z kawałkami płatków ziemniacznych pozostałych na patelni (polejemy tym rybę na talerzu).
Na środku talerza kładziemy nasz wybór dodatków. Lubimy halibuta z fasolką szparagową i marchewką, ale szpinak czy ryż jest również doskonały. Na dodatkach kładziemy rybę skórką do góry i polewamy tym co na patelni za pomocą łyżki.

Romek Samolot (foto i rewju)

*) płatki ziemniaczne zwykle kupowałem jako >Puree Ziemniaczne Knorr<


00:27, b_hunter
Link Komentarze (20) »
sobota, 06 sierpnia 2005
Kaszanka z masłem
szósty sierpnia 2005 roku


Na kanapie siedział leń
nic nie robił cały dzień.
- Jak to JA nic nie robię
a kto o maśle przepisy skrobie?

Deszczyk pada
słońce świeci
Romek Samolot
masło kleci.


Kaszanka poleca masło zrobione w 100% z masła.
Kaszanka nie poleca masła z olejem, margaryną - bo takie cuś to nie jest masło i kropka. Generalnie kaszanka nie poleca masła krajowego.
Kaszanka poleca Prezydenta - bo bywa, że jest tańszy od krajowego masła, a prawdziwy (nieprezio) oraz droższe lecz dobre masło Kerrygold.



Kaszankowe masła na lato:



Masło truskawkowe:
Do wielofunkcyjnego robota kuchennego lub blendera wrzucamy szklankę umytych i odogonkowanych truskawek, 2 łyżeczki cukru pudru, pół kostki (100g) słodkiego i miekkiego masła. Miksujemy na gładką, jednolitą, różową masę. Przekładamy do kamionkowego naczynia, przykrywamy szczelnie i wkładamy do lodówki.
Używamy na ciepłych gofrach, toastach, naleśnikach zastanawiając się i pytając wkoło:
- Czy czujecie zapach truskawek?

Masło cytrusowe:
Mieszamy drobno posiekaną skórkę z połówki pomarańczy i z połówki cytryny (może byc starta na tarce), łyżeczkę cukru pudru, łyżeczkę likieru pomarańczowego (znów Triple Sec być może), mnieszą połowę łyżeczki ekstraktu vaniliowego i pół kostki masła (100g). Wypełniamy zmieszanym masłem piękną foremkę np. na ciastko i wsadzamy do lodówki. By wyjąć z foremki przykładamy ciepłą ścierkę lnianą lub kuchenny ręcznik. Jemy z ciepłymi muffinami, naleśnikami, goframi. Pomiedzy kęsami mruczymy wystawiając twarz do słońca:
- Bania mmmm.... od mmm.... śniadania mmmm....

Masło ziołowe:
Ucieramy pół ząbka czosnku z 1/4 łyżeczki grubej soli tak by uzyskać konsystencję pasty. Przekładamy do wiekszej miski i mieszamy z 2 łyżkami bardzo drobno posiekanego szczypiorku, łyżeczką drobno posiekanego świeżego tymianku, łyżeczką drobno posiekanego rozmarynu i łyżeczką drobno posiekanej zielonej pietruszki. Dodajemy poł łyżeczki startej skórki z cytryny i zwyczajowe niesolone masło w ilości 100g. Ucieramy.
Przekładamy utarte masło na kawałek pergaminu lub woskowanego popieru i formujemy cylinder zwijając papier. Skręcamy końce jak cukierek i wkładamy do lodówki. Gdy masło stanie się twarde - rozwijamy i kroimy na półcentymetrowe krążki. Zawijamy z powrotem. Dodajemy po plasterku na risotto, makaron, gotowane jarzyny czy do zupy.
Jemy i cieszymy się nie wiedząc dlaczego.

Romek Samolot

Kliknij na mnie i na mnie.
01:19, b_hunter
Link Komentarze (15) »
wtorek, 02 sierpnia 2005
Kaszanka w Toskanii
drugi sierpnia 2005 roku - sierpień to smakowity miesiąc


Panzanella rozpaliła naszą wyobraźnię. Napisała o niej Klotylda w swoim blogu podając przepis. Im lepsze składniki - stwierdziła - tym lepsza ta toskańska sałatka. Nie mamy problemu z doskonałą oliwą, pomidorami, ogórkami czy bazylią - ale chleb? Czerstwy wiejski toskański chleb?
Jak smakuje? Czym go zastąpić? Jak wyglada?
Wsiedliśmy w aeroplan i po kilku godzinach powitała nas Florencja - zapachami, kolorami i tłumem. Wynajęty rower powiózł nas pełną kurzu drogą, wśród cyprysów i maków do starej willi na wzgórzu. Z daleka powitały nas odgłosy sztućców bębniacych o talerze, mlaskanie i śmiechy. Nisko stojące słońce potwierdziło podejrzenia - pora kolacji.
Stół był rozstawiony w ogrodzie - długi stary i drewniany. Męskie towarzystwo zdawało się biesiadować jakby świat miał się skończyć dzisiejszej nocy.
Na nasz widok zapanowała cisza.
- Buona sera - zagailiśmy przyjaźnie.
- Ho bisogno dell'aiuto ... pane toscano ... il gusto del pane?
Odpowiedzią był kompletny wyraz zaskoczenia na twarzach biesiadników.
- Do you speak English? - odwołaliśmy się do bardziej międzynarodowego narzecza.
Na to pytanie najwyższy z mężczyzn zwrócił się do niepozornego sąsiada:
- Kazek powiedz mu, ze my ino murujemy, a capo jutro przyjedzie.

***



Chleb toskański kupiliśmy w supermarkecie i zrobiliśmy panzanellę w sobotę, bardzo nam smakowała więc ją Wam drodzy czytelnicy polecamy:

Cztery kromki czerstwego chleba wkładamy do płytkiej miski i zalewamy niechlorowaną, a smaczną wodą.
4 duże lub 6 średnich lub 10 małych dojrzałych pomidorów kroimy w półćwiartki. Pół zielonego ogórka kroimy w cienkie plasterki, tak samo postępując ze słodką czerwoną cebulą (jedną duża lub dwoma małymi). Oskubujemy mały pęczek bazylii rwąc liście na małe kawałki.
W dużej misce mieszamy ( czystymi rękami) pomidory, ogórek, cebulę i bazylię doprawiając solą i pieprzem do smaku. Dodajemy 2 lyżki oliwy i odciśnięty z wody chleb porwany na kawałki. Dobrze mieszamy i wstawiamy do lodówki by schłodzić. Przed samym podaniem skrapiamy łyżką octu z czerwonego wina.

Smakuje toskańsko w ciepły sobotni wieczór - na przykład ze schłodzonym (2003) Verdillac Blanc.


Romek Samolot

Kliknij tu i tu


06:18, b_hunter
Link Komentarze (25) »

Zdjęcia do blogu zrobiłem ja Samolot Roman

Licencja Creative Commons

romeksamolotfoto.blox.pl