RSS
sobota, 30 lipca 2005
Pierdut Helenka
trzydziesty lipca 2005 roku (kończy się lipiec)




Chwalcie się rekordami w poniedziałek. Kto ile i kiedy. Może będą nagrody.


Romek Samolot

Nie zapomnij kliknąć tu i tu
01:02, b_hunter
Link Komentarze (10) »
czwartek, 28 lipca 2005
Gotuj, no gotuj !
dwudziesty ósmy lipca 2005 roku




Cześć,
Nazywam się Roman Avion co po polsku znaczy Romek Samolot. Lubię gotować z moim psem Makaronem. Jego imię po francusku znaczy le Macaroni. Makaron jest super psem bo jest przyjacielski i czasem się tak śmiesznie patrzy.
Postanowilem przygotować naprawdę super potrawę i chcę się z Wami podzielić przepisem. Potrawa to kurczak siedzący na bakłażanie. Danie to wygląda śmiesznie na talerzu i jest naprawdę dobre. Wszyscy moi ziomale go lubią.
Najpierw musicie kupić składniki w pobliskim supermarkecie. Oto lista:
kurczak
dwa średnie bakłażany
1/4 szklanki oliwy z oliwek
dwie średnie cebule
trzy srednie pomidory
strąk ostrej papryki (jalapeno, chili, serrano)
trzy ząbki czosnku
opakowanie jogurtu (niesmakowego)
natka kolendry
sól, pieprz i mielona papryka

Jak już kupicie wszystko co wam napisałem to napiszę Wam przepis.

Zapomniałem nadmienić, że lubię gotować w modnie obszernej bluzie z kapturem. Dzięki niej czuję się prawie jak Jamie Oliver - młodo i cooolowo.
Jeśli kupiliście składniki, które wymieniłem możemy przystąpić do gotowania. Ja razem z moją kuchnią i Makaronem bedziemy gotować pod wodą w stroju do nurkowania z aqual... z butlami - extremalnie nieee???



Kurczaka dajemy do zjedzenia ulubionemu psu, kotu, sąsiadowi lub trzymamy w lodówce do upieczenia na niedzielny obiad. Za ciężki jest by siedziec na bakłażanie.

Bakłażany nakłuwamy widelcem i wkładamy do nagrzanego piekarnika (250C / 475F) - pieczemy około 10 minut. Na blaszce do pieczenia, zresztą. Gdy skóra bakłażanów zbrązowieje i pomarszczy się - wyciągniemy je i pozwolimy chwile ostygnąć. W międzyczasie możemy degustować wino, które planujemy podać z gotowym daniem. Po krótkiej degustacji kroimy bakłżany w 1,5 centymetrowa kostkę i odkładamy na bok.
Na dużej patelni podgrzewamy 3 łyżki oliwy na średnim ogniu. Dodajemy cieńko pokrojoną cebulę i smażymy by lekko zbrązowiała (z 10 minut). Dodajemy pomidory, odciśnięte z pestek i pokrojone w kostkę. Mieszamy aż się rozgotują (z 5 minut). Dodajemy drobno posiekaną ostrą papryczkę (bez środka i pestek) i drobno posiekany czosnek. Mieszamy. Upijamy dwa łyki wina, jeśli coś zostało w kieliszku po degustacji.
Pozostaje nam wmieszać pokrojone wcześniej bakłażany, łyżkę oliwy, sól, pieprz i mieloną paprykę do smaku. Gotujemy na lekko zmniejszonym ogniu, mieszając aż bakłażan będzie miękki i zacznie brązowieć(około 20 minut). Zdejmujemy z ognia, pozwalamy trochę ostygnąć. Dodajemy posiekaną natkę kolendry i jogurt. Doprawiamy do smaku. Przekładamy do miski.
Podajemy z chlebem naan lub pita, choć ja osobiście uwielbiam z makaronem (np. rigatoni) i świeżo startym serem pecorino-romano.

Doskonałe z białym Sancerre lub (2003)Remo Farina Bianco di Custoza.

O czym donosi -



Roman Avion z Makaronem

Nie zapomnij kliknąć tu i tu

00:34, b_hunter
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 25 lipca 2005
Mojito
dwudziesty piąty lipca 2005 roku


Zielono mi i spokojnie

do szklanki 200 ml o grubym dnie włożymy

zielono mi

3 plasterki limonki

noc pachnie nam

6 liści świeżej mięty

jak ten młody las

2 łyżeczki cukru

a w ciszy leśnej
tylko ja i ty...



Zielono mi jak w niedzielę

drewnianym ubijakiem lub drewnianą łyżką

najmilsza ma

ubijemy składniki na miazgę

dziękuję ci za tę zieleń

tak by mięta wydzieliła olejki, a limonka sok

zielono mi

dodamy 1/3 szklanki tłuczonego lodu

bo ty, właśnie ty

i dobrze wstrząśniemy szklanką

w noc i we dnie mi się śnisz.


Zielono mi, szmaragdowo

dodamy 50ml (4 fl oz) rumu (Bacardi Limon jest najlepszy)

gdy twoja dłoń

25ml (2 fl oz) pomarańczowej brandy lub likieru(Triple Sec)

przy mojej śpi, niby owoc

dopełnimy wodą sodową

Zielono mi...



Po chwili:

A w kominie szurum burum,
a na polu wiatr do wtóru,
a na chmurze bal do rana,
a pogoda rozśpiewana.


Wiadomo kto śpiewał i kto napisał.
A przyrządził i wypił -

Romek Samolot tutaj i tutaj

05:34, b_hunter
Link Komentarze (14) »
sobota, 23 lipca 2005
@@@@@
dwudziesty trzeci lipca 2005 roku



01:15, b_hunter
Link Komentarze (8) »
piątek, 22 lipca 2005
Deser dla D.A. Evansa
dwudziesty drugi lipca 2005 roku


Mieszkają razem. Ona przy kości, z ptasią twarzą, on z olbrzymim brzuchem i fryzurą na zapałkę. Nigdy nie rozmawiają; zawsze są zajęci, zawsze coś robią.
Dziś myją okna. Każde okno razem - ona wewnątrz, on na zewnątrz. On pryska Windexem w jej twarz, ona pryska Windexem w jego.
Potem machają do siebie szmatami. Poważni.

Stwierdziliśmy, że musimy rozświetlić dzień. Zachciało nam się słodkiego deseru. Owoców, wina, słońca. Padło na brzoskwinie marynowane w winie.
Wino - Sauternes - z Francji(rzadziej z Kaliforni) - prawie słodkie, pełne lekkości, promieni słonecznych z Bordeaux. Brzoskwinie z supermarketu.




Z brzoskwiń (6 sztuk) musimy zdjąć skórkę. Najprościej zagotować wodę i wkładać każdą brzoskwinię do wrzątku na 15 sekund i od razu przekładać do zimnej wody z lodem. Skórka zejdzie sama prosząc pięknie o pozwolenie.
Pozostaną śliskie owoce, które pokroimy w łódeczki. Ładne brzoskwiniowe łódeczki.
W misce pomieszamy 3 łyżki cukru, niecałe pół butelki wina, 1 łyżkę pomarańczowego Grand Marniera (moża go zastąpić pomarańczowym likierem lub zwykłym sokiem pomarańczowym) i łódeczki brzoskwiń. Tak wypełniona miska wędruje na minimum 2 godziny do lodówki.
W miedzyczasie szklanki w których planujemy podać deser lądują w zamrażalniku - ponieważ deser należy podawać zmrożony.
Muszę sie przyznać, że osuszyliśmy rozpoczęta butelkę wina do końca i sięgnęliśmy po następną. Przezornie kupiliśmy dwie.
Deser podajemy wkładając brzoskwinie do zimnych salaterek lub ozdobnych szklanek, podlewając je "marynatą". Można popuścić wodze fantazji i na dno salaterki wsypać świeżych jagód, malin, porzeczek jak i dodać parę na wierzch.
Tak powstaje poezja.

Romek Samolot

tutaj klikamy dzisiaj i tutaj

06:07, b_hunter
Link Komentarze (3) »
środa, 20 lipca 2005
Grzanki, crostini i lato
dwudziestego lipca 2005 roku


Lato w pełni, upał w pełni, pragnienie w pełni, a tu jeszcze pozostaje obowiązek jedzenia.
Romek przegląda przepisy:
grillowany befsztyk z pomidorem i serem pleśniowym - nieeee
łosoś szkliwiony soją - coooo?
grillowana wieprzowa polędwica z chimichurri - nieeee
pieczona jagnięcina z białą fasolą i pomidorami - noo nieee
świeże masło truskawkowe - lepiej, lepiej
serowe crostini pokropione winogronowym syropem - taaaaak



Syrop winogronowy jest prosty do zrobienia, a dodatkowo pozwala nam poczuć się namiastką(namiastka=jedna dziesiąta) francuskiego winiarza. U LA LA!

A robi się tak: 5 szklanek winogron wsypujemy do elektrycznego robota kuchennego. Do części szklanej. Miksujemy aż skórka winogron jest drobno posiekana. Cedzimy - najlepiej przez gazę, przykładając ścisk by wycisk - nąć jak najwięcej soku do niealuminiowego rondelka. Na nasze romkowe oko wychodzi około dwóch szklanek soku.
Gotujemy na średnim ogniu - mieszając - aż sok osiągnie konsystencję syropu z dużymi bąblami (około 20 minut). Zlewamy do ulubionego naczynia, wstawiamy do lodówki i zapominamy.



Gdy głód przypomni nam o syropie pozostawionym w lodówce:
Kroimy bagietkę na kromki- prawie centymetrowe - po skosie. Opiekamy je pod żywym ogniem lub na patelni, równo i pięknie. Jeżeli ktoś mieszka na pustyni i nie ma dostępu do ognia może użyć elektryczny opiekacz.
Zrobione grzanki, które od tego momentu będziemy (jako ludzie światowi) nazywać crostini posypujemy miękkim kozim serem lub łagodnym serem pleśniowym i skrapiamy wcześniej przygotowanym syropem.
Jak to wyraził jeden z moich ulubionych gości:
-" Kozi robi lepiej" koniec cytatu.

Przed podaniem nagrzewamy piekarnik do 150 stopni C (300F) i podgrzewamy crostini by ser był ciepły lecz nie zdążył się stopić.
Smakuje wybornie z białym schłodzonym Sancerre lub Chardonnay w lipcowy wieczór.

Romek Samolot

Pamiętaj by kliknąć tu i tu. Tutaj nie klikaj.


02:41, b_hunter
Link Komentarze (2) »
środa, 13 lipca 2005
Fox na tropie
trzynasty lipca 2005 roku

















00:12, b_hunter
Link Komentarze (32) »
poniedziałek, 11 lipca 2005
Soulfood na ratunek
jedenasty lipca 2005 roku


Wczoraj w komentarzu przeczytałem:

2005/07/10 09:51:28
Drogi Panie Romku Samolocie, poczytuję Pana blog i myślę sobie, co tu zrobić z człowiekiem, który nie ma ochoty na jedzenie. Nie żeby nie jadł, bo niby je, ale nie ma ochoty. Obojętnie, czy winę za ten stan rzeczy ponoszą letnie upały, czy coś innego. Czy to ważne co? Może chodzi o ogólną higienę, ewentualnie estetykę życia. Znalazłby Pan zatem coś wyjątkowego, co mogłoby mu pomóc?



Drodzy i wierni czytelnicy Kaszanki,

bratnia dusza potrzebuje SOULFOOD - jedzenia na ukojenie, ukojenie ciała i duszy. Potrzebna terapia kulinarna. Każdy z nas ma swoje ulubione danie, przekąskę, deser, z którym zaszywa sie w kącie gdy jest mu źle, gdy świat pokazuje rogi. Dla jednych to gulasz, dla innych zupa, ciasto, kluseczki. Podzielcie się swoimi pomysłami, przepisami, recepturami.

Romek Samolot

PS. Lody się nie liczą.


05:36, b_hunter
Link Komentarze (30) »
sobota, 09 lipca 2005
Ale będą się weselić!
dziewiąty lipca 2005 roku


PO NIEDZIELI - GOTUJ Z ARCHIWUM
czyli Fox pomaga rozwiązać zagadkę:
Z czym jeść gauacamole i salsę jeśli nie lubi się mięsa
.



00:28, b_hunter
Link Komentarze (7) »
środa, 06 lipca 2005
Co do pieczeni?
szósty albo siódmy lipca 2005 roku


W kinach "Wojna światów". Film młodego reżysera Spielberga Stevena i jeszcze młodszego scenarzysty Wellsa H.G. Autorzy wybrali zaskakakujący temat: Ziemia - planeta ludzi - zostaje zaatakowana przez obce istoty z kosmosu. Na taśmie celuloidowej kroczą trójnogie pojazdy obcych i migają promienie śmierci. Prasa zanotowała zasłabnięcia wśród widzów premierowego pokazu tego pełnego mrożących krew w żyłach obrazu. Dalsze plany studia filmowego obejmują wydanie scenariusza w wersji zbeletryzowanej jako KSIĄŻKĘ oraz słuchowisko radiowe, które realizuje młody i zdolny radiowiec z Radio YET - Welles Orson.
W jakich ekscytujących czasach żyjemy.
Nam - Samolotom Romanom - wszystko się jednak z jedzeniem kojarzy. Jak smakuje taki obcy? Czy jak kurczaczek może? Czy jak pieczeń wołowa - wyciągnięta prosto z palącego się kosmolotu?
Tak czy inaczej - dobra salsa tylko poprawi walory smakowe pieczonego obcego. Uwaga! Nie działa z Alienami.



Romkową salsę robimy z dojrzałych pomidorów lub tomatillos. W pierwszym wypadku czerwoną w drugim zieloną. Jako, że pomidory są łatwiejsze do zdobycia - salsa do obcego będzie czerwona.

4 średnie pomidory kładziemy do płytkiego naczynia żaroodpornego i wstawiamy do piekarnika pod żywy ogień - 15 cm od żywego ognia. Opiekamy ok. 15 minut odwracając pomidory po pięciu minutach. Skórka ma być spalona i popękana, a pomidory mają przeciekać i być miękkie.
Odstawiamy do wystygnięcia.
W miedzyczasie na grubą patelnię kładziemy 2 ząbki nieobranego czosnku (w papierowej skórce) oraz ostrą świeżą papryczkę. Smażymy na średnim ogniu odwracając, aż wszystko na patelni bedzie wygladać brzydko i spalono na zewnątrz, a miekko wewnątrz (10 minut).
Odstawiamy do wystygnięcia.



Do dużej miski wkładamy wystygnięte pomidory obrane ze skórki rozbijając na miazgę za pomocą tłuczka do ziemniaków. Metoda ta działa również jako doskonały wentyl wściekłości - uwaga na palce i język.
Dodajemy obrany roztarty czosnek, obraną ze skórki pozbawioną nasion i pokrojoną w drobną kosteczkę paprykę, pół drobno posiekanej czerwonej cebuli, dwie gałązki posiekanej kolendry i sok z jednej limonki. Solimy do smaku i wszystko dobrze mieszamy. Wkladamy do lodówki na 2 godziny.
W czasie gdy salsa się chłodzi, wyciągamy z szafy ulubionego kałasznikowa i udajemy się na poszukiwanie obcego. Przy odrobinie szczęścia obcy będzie już upieczony.

Romek Samolot

22:56, b_hunter
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2

Zdjęcia do blogu zrobiłem ja Samolot Roman

Licencja Creative Commons

romeksamolotfoto.blox.pl