RSS
wtorek, 28 czerwca 2005
Nadeszło "Wkrótce"
dwudziesty ósmy czerwca 2005 roku

Przepis na kompocik podawany na pokładzie samolotów Drogich Linii Lotniczych "Nielot" w prawdziwej chińskiej porcelanie marki "China" lub gdy tej zabraknie w kieliszkach ze szkła weneckiego dostarczonych przez przedsiębiorstwo usługowo-handlowe "WenecjaPol" Spólka z zoo z Radzyminia Spodlaskiego, ul.Fabryczna 4c (dzwonić 2 razy bo stróż przygłuchy).
W Radzyminiu to i droga jak sznur i ziemia licha, piachy niebywałe, kozy, dziewanna, sosny i rozstaje, no i ten stróż samotny jak palec. U stróża ostatnio zatem zagościlim, kwaterę tam czasowo ustalilim, w firmie robilim, ze sklepu flaszki przynosilim, codziennie kompocik ze dwa razy pilim.
By nas mógł powieść skrajem dróg
Gzygzakowaty życia sznur:



Przygotowujemy ilość niewielką:
W rondelku mieszamy 2 szklanki czerwonego wytrawnego wina (nie, nie musi być Bordo wystarczy czerwone), 3 łyżki cukru i ćwierć łyżeczki mielonego cynamonu. Gotujemy na małym ogniu dopóki cukier się nie rozpuści. Podkręcamy ogień i doprowadzamy wino do wrzenia.
Dodajemy czereśnie z ogonkami i pestkami (30 - 40dag / mniej niż funt), zagotowujemy, zmniejszamy ogień i przykrywamy rondelek pokrywką. Gotujemy na wolnym ogniu aż czereśnie zmiękną - około 10 minut.
Gasimy ogień / odcinamy prąd / zakręcamy halogeny i pozwalamy czereśniom ostygnąć w kompocie - ( z 30 minut).
Delikatnie odcedzamy czereśnie lub wyjmujemy palcami chwytajac za ogonki i śmiejąc się radośnie z czerwonych, niespieralnych plam barwiących wszystko dookoła.
Pozostały płyn kompotowy gotujemy by zredukować objętość do niecałej szklanki (10 minut). Redykujemy płomień pod rondelkiem do małego i dodajemy łyżkę galaretki z czerwonej porzeczki lub wiśni. Gotujemy mieszając aż galaretka się rozpuści (1 minutę).
Delikatnie, na paluszkach układamy czereśnie - ogonkami do góry - w salaterkach, kieliszkach, miseczkach, filiżankach i zalewamy gęstym kompotem. Pozwalamy ostygnąć. Wsadzamy do lodówki by schłodzić (co najmniej na 2 godziny).

Podajemy, jemy, plujemy pestkami, a z nami
bracia, kamraci, kumple i kompani
spotka przy stole nas się kupa luda
od plucia pestkami zadudni tancbuda.

Romek Samolot

By nakarmić głodnego Samolocika kliknij tutaj


00:21, b_hunter
Link Komentarze (10) »
piątek, 24 czerwca 2005
Wkrótce kompocik
Po niedzieli: specjalny czereśniowy kompot samolotowy!



23:47, b_hunter
Link Komentarze (11) »
Na lotniskowcu
dwudziesty czwarty czerwca 2005 roku


Żar leje się z nieba. Słońce stoi pionowo nad lotniskowcem; zamglony horyzont odbija się w srebrnej nieruchomej wodzie. Załoga uciekła, kucharz odpłynął na Kubę gdzie - podobno - miał dostać pracę w klimatyzowanym hotelu obsługującym niemieckich turystów.
Lotniskowiec przestał sie kołysać, mnie też odeszła ochota do kołysania się. Upał zabija podstawowe instnkty maszyn i ludzi. Nie pomagają niezliczone butelki zimnego piwa popijane szklankami mojito popijane niezliczonymi butelkami zimnego piwa.



- Co zjeść by nie gotować?
- Coś niegotowanego.
- Genialne.
- Angielskie kanapki z zielonym ogórkiem, z ogórkiem bez pestek.
- Jak zrobić? Czy trzeba się ruszać?
- Biały chleb, pszenny. Odkrój skórkę. Posmaruj białym kremowym serem - na zachodzie Filadelfią, na wschodzie Almette - wyjmij dobrze schłodzony ogórek z lodówki, pokrój w plastry...
- Aż tyle roboty?
- Musisz być dzielny! Anglicy dodają chrzanu do sera, a ty nie musisz. Poukładaj plastry na serze, trochę soli, troche pieprzu. Złóż w pół. Dobrze. Teraz posmaruj brzegi serem. Posiekaj szczypiorek albo zieloną cebulkę. Otocz brzegi. Tak.
- Co teraz?
- Usiądź w głębokim cieniu i jedz póki zimne i soczyste.
- A ty?
- Ja nie lubię ogórka.
- To co zjesz?
- Zamienię ogórek na wędzonego łososia, a szczypiorek na koperek, albo zamiast ogórka - plasterek szynki, zamiast szczypiorku - swieży estragon.
- Nie odchodź, co do picia? Co to za krzyki?....


Przyszedł ratownik i wywalił wszystkich z basenu.

Romek Samolot

Nie zapomnij kliknąć na mój fotoblog


00:27, b_hunter
Link Komentarze (11) »
wtorek, 21 czerwca 2005
Powrót Romka Reżysera
dwudziesty pierwszy czerwca 2005 roku


Na wyraźne życzenie zachwyconej widowni i niemniej uradowanych krytyków filmowych przedstawiamy, drugą część serii filmowej dla kucharek, kucharzy, ekshibicjonistów pokarmowych i zblazowanej klienteli fast-foodów.

Film dla Media Windows Playera* o ciężarze 1.6 mega dostępny jest:

TUTAJ - dla fanów w Polsce
TUTAJ - dla fanów za oceanem

Romek Samolot

Nie zapomnij kliknąć na mój fotoblog

*) iMovie ciągle strajkuje
00:33, b_hunter
Link Komentarze (14) »
piątek, 17 czerwca 2005
Gotowanie nocą, trochę przed północą
siedemnasty czerwca 2005 roku


Księżyc już zaszedł, psy się uśpiły i coś tam klaszcze za oknem.
Czyli noc ciemna, wszyscy śpią, ja skradam się do kuchni na paluszkach.

Oto lodówka... lecz drzwi zamknięte, widze że jestem zdradzony.
Czyli, że nikt znowu nie zostawił środkowonocnej przekąski.

Słabą niewinność łatwo uwiodą, teraz wracając do łóżka tłukę o drzewo koszyk mój miły, wieniec różowy stargany.
Tu autor chciał powiedzieć, że mimo wszystko zrobi sobie jedzenie w środku nocy. Najwiekszą radością zaś jest północne śniadanie - symbol tłuczonego koszyka wyzwalający z długiego okresu łakomstwa, marnowanego na sen.



Piekarnik jakoś udało mi się włączyć z pomocą nikłego światła latarki. Ustawiłem 180oC. Pokroiłem chałkę na grube kromki (w dzień miałyby z 1.5 centymetra, ale w nocy - kto wie?). Do miski wlałem szklankę mleka i wbiłem 2 jajka, dodałem szczypte soli i dwie szczypty gałki muszkatołowej, łyżeczkę vanilli i łyżkę cukru. Ubiłem w ciszy. Nikt się nie obudził.
Na talerz wysypałem potłuczone - dziwnym trafem w plasterki - migdały. Roztopiłem masło na mojej patelni z tłumikiem, a gdy zaczęło się pienić maczłem kromki w misce, kładłem na talerz z migdałami by przylepiły się i smażyłem po cichutku. Tłumik patelni niwelował aromat migdałow i masła.
Za oknem zawył słowik. Pewnie złapał go kojot.
Wzruszyłem ramionami bo nadszedł czas by układać usmażone toasty na wysmarowanej masłem blaszce do pieczenia. Po piętnastu minutach osiągnawszy kolor nocnego złota były gotowe. Jeszcze tylko przekroić je na pół, posypać na talerzu cukrem pudrem i znaleźć syrop klonowy, świeże truskawki, dżem morelowo-rabarbarowy...

Świt.

Romek Samolot

Tu kliknij, tu


00:59, b_hunter
Link Komentarze (20) »
wtorek, 14 czerwca 2005
Co pić w nieszczęściu?
czternasty czerwca 2005 roku


Odmierz: anyżówki (Ricard, Pernod, Ouzo) na jeden palec. Najlepiej do małej szklanki, tej z napisem "Ricard", niechcący zabranej z kawiarni lata temu.

Rozcieńcz: wodą. By było tradycyjnie i według prawa międzynarodowego - na jedną część anyżówki nalewamy pięć części wody.



Popijaj: myśląc okropności.


Romek Samolot

(Dzięki L. Eskin)
03:42, b_hunter
Link Komentarze (14) »
piątek, 10 czerwca 2005
Romek reżyserem
dziesiąty czerwca 2005 roku


Zrealizowaliśmy
w domowym studio krótki film instruktarzowy, pozwalający poprawić technikę przygotowywania posiłków, a początkującym zapoznać się z owymi technikami. Jeśli film będzie się podobał zajmiemy się realizacją następnych.

Film waży niecałe 1,4 mega i jest dostępny w formacie .wmv czyli dla Windows Media Player*:

- tutaj na serwerze w kraju
- a tutaj na lusterku w USA

Miłego odbioru życzy

Romek Samolot

*) iMovie nie chce przyjmować pewnych formatów więc jest samo sobie winne.
02:00, b_hunter
Link Komentarze (6) »
środa, 08 czerwca 2005
Tylko dla dorosłych
ósmy czerwca 2005 roku


Gdzie nie zaglądnę - piersi. Na kuchennych forach - piersi, w blogowiskach poświęconych kuchni - piersi, w książce kucharskiej - piersi. W supermarkecie - piersi. Atakują ze wszystkich stron - ze zdjęć, wpisów i przepisów. Zachwalane, reklamowane, prezentowane. Świeże i jędrne, miękkie, koszerne. Raj.
Piersi z kurczaka.

Wyboru piersi do gotowania dokonujemy według zamieszczonego poniżej prostego klucza graficznego:




Posiłek z piersi przygotowujemy szybko, łatwo i przyjemnie bo jakżeby inaczej.

Ja robię to tak:

Gotuję makaron (penne rigate, rigatoni, świderki lub farfalle), mieszam go później na patelni z oliwą, czosnkiem i świeżą bazylią lub z niewielką ilością czerwonego sosu i świeżą bazylią.
Na talerzu będzie jak znalazł pod panierowane kawałki piersi z kurczaka, które:
jeśli duże przecinam na pół, jeśli nie wkładam między dwa kawałki folii plastykowej i uderzając ruchem "wdolnym powtarzanym" za pomocą tłuczka do mięsa formuję kotlety. Folia zapobiega rozpadaniu się i ucieczce mięsa z "obszaru roboczego".*
W jednej misce rozbijam jajko i roztrzepuję za pomocą roztrzepywaczki, w drugiej mieszam bułkę tartą ze startym serem (asiago, romano lub co kto lubi byle ostry), suszona bazylią, odrobiną oregano i zmiażdżonymi - za pomocą wyżej wspomnianego tłuczka - czipsami ziemniaczanymi. Proporcje są kwestią gustu i upodobania.
Kotleciki maczam w jajku, panierce, jeszcze raz w jajku i jeszcze raz w panierce. Smaże na gorącym oleju na złoty kolor. Zdejmuję z patelni i gorące kroję w poprzeczne paski i układam na wczesniej przygotowanym podkładzie z makaronu. Całość posypuję swieżo startym parmezanem.

Potem jem, popijam winem i oglądam stare włoskie filmy czego i Wam życzę.

Romek Samolot (nie zapomnij kliknąć tutaj)


*) Ucieczka mięsa z "obszru roboczego" jest bardziej kłopotliwa dla osób posiadających psa, który uwielbia asystować w przygotowywaniu posiłków wpatrując się hipnotycznie w elementy białkowe pochodzenia zwierzęcego.



00:32, b_hunter
Link Komentarze (14) »
piątek, 03 czerwca 2005
Ogłoszenie na słupie
trzeci czerwca 2005 roku


Restauracja dworcowa dla wszystkich pielgrzymów - czczących wielkiego boga Sybarytę Obżartego (nie mylić z tańczącym Buddą, który nie ma w ręku widelca) - chcących nasycić wygłodzone oczy znajduje się -

TUTAJ

Romek Samolot
14:44, b_hunter
Link Komentarze (3) »
środa, 01 czerwca 2005
Na upał: melonik
pierwszy czerwca 2005 roku


Aqua de melon - czyli woda z melonika - stoi w każdym przybytku gastronomicznym w Meksyku. Pyszni się kolorami w gigantycznych słojach, gasi pragnienie zarówno miejscowych jak i gringos.

Przepis jest bardzo prosty, a najtrudniejszym składnikiem do znalezienia jest wyobraźnia.



By zrobic litr melonika potrzebujemy:
4 szklanki ubitego melona (może być melon żółty, melon galia, arbuz bez pestek) / pół szklanki wody gazowanej na początek / pół szklanki cukru na początek / sok z limonki na początek

Wrzucamy melonik do miksera/blendera, dodajemy cukier, wodę i sok z limonki. Miksujemy na gładko (bez kantów). Następnie powoli dodajemy wodę by uzyskać jeszcze gładszą wręcz aksamitną konsystencję - łatwą do picia. Do smaku dodajemy więcej cukru lub więcej soku z limonki w myśl zasady: co kto lubi...

Podajemy melonik zmrożony lub na lodzie.

Możemy doprawić żółty melon - miętą, galię - odrobiną soku pomarańczowego, lub dodać trochę zmiksowanych malin do arbuza.
I tak do wieczora.

Gdy zajdzie słońce czas pomyśleć o przyprawach - rum, wódka, tequila, biale wino....

Romek Samolot


01:02, b_hunter
Link Komentarze (4) »

Zdjęcia do blogu zrobiłem ja Samolot Roman

Licencja Creative Commons

romeksamolotfoto.blox.pl