RSS
czwartek, 28 kwietnia 2005
El Pyry Tortillas e Diablo con Dulce
dwudziesty ósmy kwietnia 2005 roku


El Pyry
Tortillas e Diablo con Dulce - czyli placki ziemniaczne znalezione w Saragossie.

Znacie? No to posłuchajcie:

"- Senior kawalerze, dwie cudzoziemki, które przepędzają noc w tej gospodzie, proszą, abyś raczył podzielić z nimi wieczerzę. Racz udać się za mną.
Pośpieszyłem za Murzynką i przeszedłszy kilka korytarzy, znalazłem się w rzęsisto oświeconej komnacie, pośród której stał stół z trzema nakryciami, uginający się pod japońską porcelaną i karafkami z górskiego kryształu. (...)
- Senior kawalerze, znajdziesz tu
El Pyry Tortillas e Diablo con Dulce
-
Jedz tymczasem, senor kawalerze - odparła piękna Mauretanka - dla ciebie nie mamy żadnych tajemnic. Nazywam się Emina, a moja siostra – Zibelda. (...)
Gdy spostrzeżono, żem pierwszy głód zaspokoił i że zabieram się do tego, co nazywają w Hiszpanii El Pyry Tortillas e Diablo con Dulce, piękna Emina rozkazała Murzynkom, aby mi pokazały, jak się w ich ojczyźnie tańczy. Zdawało się. że żaden rozkaz nie mógł być dla nich przyjemniejszy. Wypełniły go z żywością, która nawet cokolwiek przechodziła w swawolę."



Tyle Jan Potocki. To co, bawimy się?

Każdy przynosi przepis na placki ziemniaczane (swój ulubiony), resztki kurczaka z rożna, ostry sos (Tabasco?) i szczyptę ostrej papryki.
Kurczaka rozdrabniamy i razem z sosem i papryką dodajemy do ciasta ziemniaczanego. Smażymy placki ziemniaczane do chrupkości sprawdzanej metoda na oko lub organoleptycznie (uwaga gorące!).

Tym sposobem zrobiliśmy eeeee Diablo. Teraz con Dulce:

Obieramy ze skóry dwie dojrzałe hiszpańskie brzoskwinie. Kroimy w drobną kostkę i mieszamy w misce z łyżką soku z cytryny lub limonki. Dodajemy garść posiekanej zielonej cebulki, jeden pomidor bez pestek pokrojony w kostkę lub paski, łyżkę drobno posiekanej kolendry i tyleż samo zmiażdżonej ostrej papryki (dla sztuki, powinna byc hiszpańska). W szklance mieszamy łyżkę miodu, 2 łyżki sherry lub octu z czerwonego wina i 4 łyżki oliwy. Wlewamy do miski i dobrze mieszamy z pozostałymi składnikami. Nakładamy tak przyrządzoną brzoskwiniową salsę łyżką z dziurkami na świeże placki.

Gdy już się najemy - nadmiar kalorii możemy spalić wykonując taniec brzucha z "żywością przechodzącą w swawolę" lub wychodząc przed dom by na świeżym powietrzu rozprawic się z inkwizycją za pomocą szpady.


Don Romek Samolot




00:57, b_hunter
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 kwietnia 2005
Superśmietana
dwudziesty trzeci kwietnia 2005 roku


Najprostszy i najszybszy do przygotowania zimny sos do wędzonego łososia, warzyw czy mięs na zimno wiąże się z przerażającym francuskim zwrotem: CREME FRAICHE - SUPERŚMIETANA.
Śmietana ze stali, umykająca do fortecy samotności by nabrać siły, tłuszczu, kwaśności niedostępnej innym śmietanom. Śmietana z Kryptona nad Loarą. Niepasteryzowana.
Można podobno spotkać ją w sekcji nabiałowej supermarketu. Podobno.
Można podobno zrobić ją domowym sposobem dodając łyżkę maślanki do szklanki gęstej śmietany, pozwolić postać w temperaturze pokojowej 24 godziny i gdy gęsta, dobrze zamieszać.
Można użyć gęstej zwykłej śmietany, choć staram się nie wierzyć plotkom.



Sos musztardowy - jedna część musztardy Dijon - tej ostrej, kremowej, lekko gorzkawej - i 3 części creme fraiche. Ubić w misce na krem, gładki i błyszczący. Dodać pół wiązki świeżej bazylii drobno pokrojonej, zamieszać, doprawić do smaku solą i pieprzem.
Zanurzać mięsa, ryby, jarzyny, palce i lizać, lizać....

Romek Samolot
00:39, b_hunter
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 kwietnia 2005
Linguine w sobotę
szesnasty kwietnia 2005 roku


Sobota – jedyny dzień zupełnie nie pasujący do reszty tygodnia. Z powodu niedzieli – czyli lewitującego nieróbstwa na horyzoncie - prawdziwa obfita kolacja z winem jest jak najbardziej na miejscu. Co w takim razie z sobotnim obiadem? Powinien zmienić się w szybki nieobowiązujacy posiłek - lunch – na modłę anglosaksonów.
Czyli szybki w przygotowaniu, smaczny i hmm... popity stołowym winem.

Jednym słowem: Linguine.



Makaron , który - jak głosi legenda - powstał gdy obfitych kształtów kucharka przysiadła odpocząć. Przysiadła niechcący na świeżo zrobionym spagetti, spłaszczając każdy jego kawałek, nie na tyle jednak by powstaly wstążki (fettucine).
W dzisiejszych czasach oczywiście produkcja została zautomatyzowana i specjalnie skonstruowane roboty przemysłowe siadają milion razy na minutę na swieżym spagetti by zaspokoić światowy popyt.


Linguine gotujemy al dente (na pamiątkę wielkiego chicagowskiego gangstera Ala Denntteggo) czyli na twardo ale by można ugryźć bez trudu i potu.

Cedzimy i mieszamy z oliwą. Wsadzamy do lodówki na minimum 2 godziny, a maksymum na 2 dni. Makaron na sobotni obiad możemy więc ugotować w czwartek wieczorem.

Przed podaniem rozgrzewamy odrobinę oliwy na dużej patelni na średnim ogniu. Dodajemy drobno posiekany duży ząbek czosnku i smażymy aż zmieknie (z 4 minuty). Dodajemy dwie łyżki soku z cytryny, sól do smaku i zmiażdżoną suszoną ostrą papryczkę. Teraz czas by wrzucić linguine z lodówki i mieszając usmażyć do ulubionego stopnia ciepłoty ogólno-daniowej.

Podajemy posypane świeżo startym parmezanem (im więcej tym lepiej) i przybrane ćwiartkami cytryny.

Romek Samolot
05:45, b_hunter
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 kwietnia 2005
Kottbullar
dwunasty kwietnia 2005 roku


Kottbullar - smak dzieciństwa - klopsiki szwedzkie. Powroty ze szkoły na starym rowerze polną drogą pod Malmo. Rozkrzyczana zieleń wiosny i machający z roztargnieniem Tatuś Muminka - znikający za zakrętem - wiecznie pogrążony we własnym świecie.
Letnie wieczory gdy udawało mi się wdrapać na tył półciężarówki starego weterynarza, który akurat zmierzał w nasze strony w swoich pachnących jodyną interesach. Siedząc między workami jarzyn zamówionymi przez Mamę Muminka w małym sklepie pana Joonnhannssona, wdychając rozgrzany pył wiejskich dróg na zachód od Hassleholm wiedziałem, że na kuchennym stole czeka na mnie miska pełna pachnących klopsików.
Kottbullar - takie, jakie trolle lubią najbardziej.



Klopsiki: pół szklanki bułki tartej / ćwierć szklanki śmietany / 2 łyżki oliwy / średnia czerwona cebula drobno pokrojona / 40dkg mielonej krowy / 40dkg mielonej świni / 2 łyżki miodu / duże jajco / sól i swieżo zmielony czarny pieprz / 3 łyżki niesolonego masła.

Sos: szklanka bulionu z kury / pół szklanki gęstej śmietany / ćwierć szklanki konfitury żurawinowej / 2 łyżki wody z kiszonych ogórków / sól i swieżo zmielony czarny pieprz



Zróbmy klopsiki: w misce wymieszajmy bułkę tartą ze śmietaną aż będzie wilgotna. Rozgrzejmy oliwę na patelni na średnim ogniu i smażmy cebulę do miękkości. Zdejmijmy patelnię z ognia i wymieszajmy cebulę z mięsem, miodem i jajkiem w czystej misce używając czyste ręce. Dodajmy sól i pieprz do smaku.

Wmieszajmy wcześniej przygotowaną bułkę tartą ze śmietaną. Używając ponownie czyste ręce (tym razem mokre) uformujmy klopsiki wielkości - powiedzmy - piłeczki do ping-ponga.

Usmażmy klopsiki rozpuszczając masło na patelni stojącej na średnim ogniu. Smażąc odwracajmy często by piękny brązowy kolor mógł pokryć je z każdej strony. Gdy usmażone - (po około 7 minutach) - układamy je na wcześniej przygotowanym talerzu. Nie gotujemy klopsików ani nie pieczemy w piekarniku!
Wylewamy nadmiar tłuszczu z patelni zostawiając tylko odrobinę by...

Zrobić sos: dodajemy na patelnię (mieszając) bulion, śmietanę, konfitury i wodę z kiszonych ogórków. Gotujemy na małym ogniu dodając sól i pieprz do smaku. Jeśli sos wydaje nam się za rzadki dodajemy odrobinę zasmażki aczkolwiek sos nie powinien być za gęsty czy zawiesisty. Dodajemy klopsiki by je zagrzać (około 5 minut).

Podajemy z zielonymi ogórkami ze skórka i grubą solą.

Romek Samolot


20:29, b_hunter
Link Komentarze (2) »
środa, 06 kwietnia 2005
Oszukany Kosmopolita
szósty kwietnia 2005 roku


Moim ulubionym
koktajlem jest Martini.
Tradycyjne Martini: wódka, wytrawny wermut i oliwki.
Moim ulubionym kolorem jest różowy - dzięki obrazom zagranicznego malarza Marka Rydena.

Połączenie mojego ulubionego koloru z moim ulubionym koktajlem nazywa się Cosmopolitan i - w zależności od przepisu - zawiera: sok z cytrusów, likier pomarańczowy lub triple sec (brrrr).
BLUŹNIERSTWO.
Jestem tradycjonalistą z lenistwa i przyzwyczajenia - dlaczego więc nie mogę zrobić różowego konserwatywnie koktajlu?
Ależ mogę - od czego zaczarowany ołówek?
Zaraz, zaraz...



Spędziłem z powiek resztki snu. Umyłem zęby.

Na stole postawiłem kieliszek do Martini (duży/średni/mały), wypełniłem go do połowy lodem, dolałem zimnej wody.
Odstawiłem.
Do shakera (dużego/średniego/małego) wrzuciłem lód,
wlałem miarkę (dużą/średnią/małą) wódki,
miarkę (dużą/średnią/małą) Martini Extra Dry
i odrobinę (dużą/średnią/małą) soku żurawinowego.
Potrzepałem (nie wolno mieszać).
Z kieliszka wylałem wodę z lodem i włożyłem oliwki (duże/średnie/małe) na patyku z plastiku.
Potrzepałem (nie wolno mieszać i przy drugim trzepaniu).
Wlałem pięknie różowe Martini do kieliszka.
Ucieszyłem się z widoku świata przez różowe Martini.
Wypiłem.
Ruszyłem ze śpiewem na ustach:
- Highlander, czy ci nie żal....

Romek Samolot

PS. Proszę, ani słowa o dżinie.
PPS. Wkrótce przepis na placki ziemniaczane z filmu "Pamiętnik znaleziony w Saragossie" - >El Pyry Tortillas e Diablo con Dulce<
00:06, b_hunter
Link Komentarze (1) »
piątek, 01 kwietnia 2005
Pomidor w piekle
pierwszy kwietnia 2005 roku - Prima Aprilis


Wróciłem z ciepłych rejonów wiosennych wakacji. Rozgrzany organizm zaczął domagać się tomatów, a tu do sezonu pomidorowego jeszcze daleko. Pomidory na półkach sklepowych wchłaniają kwaśne światło jarzenówek zamiast kraść słodycz popołudniowym promieniom słonecznym.
Gdzie znaleść słodycz pomidorową?

Ogień.



Pokroiłem pomidora, pokroiłem mozzarellę i zbudowałem wieżę:

pomidor/ser/kawałek czarnej oliwki/suszona bazylia/
pomidor/ser/kawałek czarnej oliwki/suszona bazylia/
pomidor/ser/kawałek czarnej oliwki/suszona bazylia/
pomidor/ser/kawałek czarnej oliwki/suszona bazylia/
i ser z bazylią na wierzchu.

Całość wsadziłem pod żywy ogień w piekarniku by stopić ser.
Przełożyłem na talerzyk, skropiłem oliwa, octem winnym, szczyptą swieżo zmielonego czarnego pieprzu i  soli.  Na wierzch - świeża bazylia.

Tak, to wczesnosezonowa wersja letniej sałatki Capri.
Oooo Capreseeeeee...

Romek Samolot


22:06, b_hunter
Link Komentarze (2) »

Zdjęcia do blogu zrobiłem ja Samolot Roman

Licencja Creative Commons

romeksamolotfoto.blox.pl